środa, 22 lutego 2012

~Maci~

~Maci~

Widziałam przez okno jak Lexi biegnie. Po jej policzkach spływała rzeka łez. Kierowała się do parku. Byłam tego pewna. To niewielkie, oddalone od ludzi miejsce było nam najlepiej znane i obydwie je kochałyśmy, bo właśnie tam się poznałyśmy. Dokładnie dziesięć lat temu.
Babka od fizyki nie chciała mi pozwolić iść za Lex, więc tylko, gdy zabrzmiał dzwonek, zabrałam swoje rzeczy i udałam się ku drzwiom wyjściowym szkoły. Dobre parę minut zajęło mi zlokalizowanie dokładnego miejsca jej pobytu, ale gdy poczułam zapach tytoniu, wiedziałam co robi. Byłam na nią trochę zła, bo dobrze wiedziała, że palenie nie było dobrym rozwiązaniem jej, jeszcze mi nie znanego, problemu. Usiadłam obok dziewczyny i ją mocno przytuliłam. Gdy skończyła płakać, zapytałam co się stało, bo nic mi nie przychodziło do głowy. Przecież przez naganę od dyrektorki nie uciekła by z placówki edukacyjnej. Szlochając powiedziała, ze wyszła przed klasę, a po chwili usłyszała najgorszą rzecz w swoim życiu. Została powiadomiona, że jej rodzice mieli śmiertelny wypadek przez zwykły pośpiech i nieuwagę. Objęłam ją jeszcze mocniej, po czym sama zaczęłam płakać. Było mi jej tak żal. Nie wiedziałam, co mam powiedzieć, więc tylko wydukałam " Co teraz zrobi?". Odpowiedziała, że nie ma pojęcia, ale chyba jej siostra, Megan przyjedzie. Słysząc to od razu pomyślałam o Joshu, bo dobrze wiedziałam, że ją bardzo kocha już długi czas, a ta miłość miejscami przeradza się w szaleństwo.
Posiedziałyśmy tam jeszcze chwilę w ciszy, po czym zaproponowałam żebyśmy poszły do niej. Lexi od razu się zgodziła, bo dobrze wiedziała, że jest w opłakanym stanie.
Po 5 minutach stałyśmy pod drzwiami do jej pokoju. Alexandra przebrała się w jakieś czyste  , szare dresy i za duży podkoszulek, w którym chodziła tylko w domu oraz związała włosy w niedbałego koka. Ja w tym czasie poszłam do kuchni i wstawiłam wodę w czajniku. Wyjęłam ze śnieżno-białej szafki dwa ozdobne kubki z motywem różyczek, a z szuflady opakowanie z cytrynową herbatą rozpuszczalną, z dodatkiem melisy. Wsypałam ją i po dwie łyżeczki cukru do szklanek. Podczas, gdy napój się zaparzał, szukałam jakiś ciastek. Niestety wszędzie był totalne pustki. Odpuściłam i postawiłam filiżanki na stole, w ekskluzywnym salonie.
Weszłam schodami na górę, żeby pomóc Lexi w ewentualnym zmywaniu resztek makijażu. Nie potrzebnie, była już w miarę ogarnięta. Jednak nigdy nie widziałam jej w takim stanie. Blada, podpuchnięte oczy z worami na kilometr, smutek emanował od niej na kilometr. Nie pasowało mi nic z takich rzeczy u Alex. Zawsze była uśmiechnięta, ale nie dziwie jej się przy takim ciągu zdarzeń. 
Wzięłam ją za rękę i zeszłyśmy na dół, do dużego pokoju, gdzie na niskim, ciemno-drewnianym stole stała herbata, która miała na celu ogólne uspokojenie nas obu. Zaległyśmy na kanapie z pilotem w ręce. Godziny mijał bardzo szybko, w między czasie Lex odebrała telefon od Megan. Miała przyjechać w ciągu trzech dni. Nim spostrzegłyśmy była już 19:00. Musiałam wracać do domu, chciałam zostawiać Alexandry samej, ale Josh się już na pewno martwił, a mi padł telefon, poza tym musiałam napisać referat bez którego nie zaliczę półrocza. Po milionowym przeproszeniu Lex, wyszłam kierując się w stronę mojego domu. 
Idąc tak myślałam nad tym, czy powinnam powiedzieć mojemu bratu, że Meg wraca i, że znowu będzie mieszkać w Londynie, i że znowu zawróci mu w głowie. Tego się najbardziej obawiałam. Tak na prawdę dopiero dwa lata temu, Josh pogodził się z tym, iż nigdy nie będzie jej mieć, bo wyjeżdża do USA. Ciężko to przeżył, ale przeżył. Poza tym siostra Lexi nie była kobietą dla niego. Zawsze uważała się za lepszą od innych, wywyższała się na każdym kroku, nigdy za nią nie przepadałam, ale nie zamierzałam o tym mówić mojej przyjaciółce, bo dobrze wiem jak jest do niej przywiązana, choć rzadko się kontaktują.
Po około 15 minutach weszłam do holu w dość bogatym budynku. Przywitała się z Wendy,  dziewczyną, która od 2 miesięcy pracowała na recepcji, i ruszyłam w kierunku srebrnej windy. Otworzyły się blaszane drzwi, wcisnęłam guzik z numerem, który momentalnie zaświecił się na czerwono. Wysiadłam na 7 piętrze i otworzyłam kluczem drzwi. Josh siedział, a raczej spał na fotelu. Pewnie był zmęczony po kręceniu reklamy. Wyłączyłam mecz piłki nożnej, który leciał w TV. Pewnie to on dodał senności mojemu bratu. Nie wiem, co niektórych facetów kręci w tym sporcie. Udałam się do mojego pokoju. Uwielbiałam to miejsce, bo tylko tam miałam trochę prywatności. Usiadłam na niezasłanym łóżku i siegnęłam ręką po Macbooka. Uruchomiłam laptopa i pokazało mi się zdjęcie kosmosu. To samo, które stanowiło fototapetę na jednej ze ścian pomieszczenia. Włączyłam Word'a i zaczęłam pisać pracę do szkoły, na jakiś bardzo nudny temat. 
45 minut później ciszę panującą w pokoju, zakończył wpadający z hukiem Joshua. Był ciekaw, co dzisiaj robiłam. Oznajmiłam mu, że uciekłam z paru ostatnich lekcji, opowiedziałam mu o Lexi oraz o tym, iż Megan wraca się nią zaopiekować. Uczucia momentalnie ukazały mu się na twarzy. Był szczęśliwy, zszokowany z nutką satysfakcji. Wiedziałam czego to początek i nie byłam z tej informacji zadowolona. 

~~~~
Cóż rozdział wyszedł dosyć długi. Co myślicie o Maci ? 

~~~~
Sue xx

1 komentarz: