czwartek, 12 kwietnia 2012

~Melanie~

~Melanie~
~w ostatnim rozdziale~
Z chwilą gdy dowiedziałam, się o śmierci wujostwa i powrocie Megan cała we łzach zaczęłam się pakować. Jestem pewna, że one same sobie nie dadzą rady. Meg, jak i Alexandra są bardzo roztrzepane i nie będą same potrafiły się dogadać, Zadzwoniłam do Harry'ego i poprosiłam go żeby zabukował bilety do Londynu, w jedną stronę, na za tydzień, dlaczego opowiem mu jutro. Po spakowaniu części bagarzu zaczęłam wydzwaniać do agencjii by odwołać moje sejse zdjęciowe. Źle poszło z większością, zawsze źle idzie.
~~~
 Po wylądowaniu na lotnisku razem z chłopakami zaczęłam się rozglądać za Megan, Lex i Liamem, którzy mieli nas odebrać. Nagle ktoś przytulił mnie od tyłu. To nie był nikt inny tylko Payne. Odwróciłam się i mocno ścisnęłam przyjaciela w pasie. Po chwili dołączyła do nas Lexi. Rzuciła się na Harry'ego i nie chciała puszczać. Następnie Lou, a na samym końcu ja. Oznajmiła nam, że Meg czeka w samochodzie, iż nie chciała się narażać. Na co ona znowu nie chciała się narażać?! No nieważne. Skierowaliśmy się w stronę parkingu gdzie po drodze zaatakował nas tłum paparazzich i nie obyło się bez głupich pytań. Po udzieleniu wywiadów zniknęliśmy za murami lotniska i zasiedliśmy w czarnym wanie chłopaków. 
                                                       ***
 Obudziłam się o 13:07 w pokoju Lexi, która leżała, jeszcze pogrążona w śnie, koło mnie. Wstałam z łóżka najciszej jak mogłam i wróciłam do swojego pokoju, który wczoraj przydzieliły mi dziewczyny. Po drodze zajrzałam do Meg, ale jej nie było. Może znalazła pracę, ciekawe.
 Wyjęłam z walizki czarne, obcisłe spodnie, białą koszulkę z motywem kota w okularach i bieliznę. Wzięłam to wszystko do łazienki i zaszyłam się za czerwoną zasłonką prysznica. Puściłam wodę po czym poczułam jak gorący strumień spływa po mym ciele. Chwyciłam gąbkę i zaczęłam myć poszczególne partie ciała. Umyłam włosy, jeszcze chwilkę pogniłam pod prysznicem i zakończyłam łagodną kąpiel. Założyłam przyniesione ze sobą ubrania i zrobiłam lekki makijaż. 
 W kuchni już krzątała się Alex i przyrządzała jajecznicę na boczku. Gdy mnie zobaczyła podeszła do mnie i mocno mnie uścisnęła. Ja nie byłam jej dłużna. Po czym wróciła do smażenia jajek. Ja zaparzyłam nam ciepłej herbaty i rozłożyłam wszystko co potrzebne na stole. Gdy wszystko było już gotowe zasiadłyśmy razem i zaczęłyśmy pałaszować śniadanko.
-Masz jakieś konkretne plany na dzisiaj?-Zapytałam siostry.
-Żadnych, a ty?
-Tak, zabieram cię na zakupy i jedziemy pod wieczór do chłopaków. Pasuje?-Uśmiechnęła się i w odpowiedzi przytaknęła kiwnięciem głowy.
 Koło 14:00 gdy Lex już była gotowa wyszłyśmy z domu do zmówionej uprzednie taxówki. Podałam staruszkowi adres placówki, na którą się wybieramy i ruszyliśmy w jej stronę. Po mniej więcej piętnastu minutach drogi zapłaciłam kierowcy i opuściłyśmy pojazd.
 Po wejściu do środka pierwsze co zrobiłyśmy to udałyśmy się do kawiarni. Zajęłyśmy wolne miejsca i złożyłyśmy zamówienie, które stało przed nami już po pięciu minutach. Lexi zaczęła opowiadać mi o szkole, o swoich przyjaciołach, ogółem o wszystkim co działo się od mojego wyjazdu. Wszystko krok po kroku już mi się układało.
 Po niewielkich zakupach, które trwały ponad cztery godziny, wykręciłam numer Harry'ego by po nas przyjechał, ale ten nie odbierał. Dziwne, to nie w jego stylu. Nie czekając na nic zadzwoniłam po Liama, który był w przeciągu piętnastu minut pod Centrum Handlowym.
-Cześć Liam.-Przywitałam się z przyjacielem dając mu buziaka w policzek i zasiadając na przednim miejscu pasażera.
-Cześć Lexi.-Payne wyrwał moją siostrę z zamyślenia i grzebania w telefonie.
-Cześć, cześć. Miło cię widzieć.-Powiedziała bez jakiegokolwiek uczucia. O czym ona tak myśli, co jej chodzi po głowie? Musze się później dowiedzieć.
-Cześć wszystkim!-Krzyknęłam przekraczając próg domu chłopców. W odpowiedzi usłyszałam wiele ciepłych słów. Rozejrzałam się po salonie. Brakuje Harolda, gdzie on się podziewa. Lou siedział w zamyśleniu na kanapie, Zayn gadał z jakąś czarnowłosą dziewczyną na tarasie, a Niall? Boże Niall rozmawia z Max, siostrą Georga.
-Max?!-Krzyknęłam widząc miętowowłosą dziewczynę.
-Melanie?!-Odpowiedziała tak samo zdziwiona jak ja i podbiegła do mnie mocno mnie przytulając.
-Ale cię dawno nie widziałam.-Powiedziałam dość głośno.-Widzę, że kręcisz z naszym Irlandczykiem.-To dodałam już szeptem.
-Może tak, a może nie.-Uśmiechnęła się szyderczo po czym zaczęła się rozmowa. U niej też nie najlepiej. Ojciec w więzieniu, George w szpitalu, a ona nie studiuje, ale powiedziała, że nie uczęszcza na żadne wykłady z wrodzonego lenistwa.
 Nagle do domu wpadł Harry z jaką dziewczyną u boku. Oboje wyglądali koszmarnie. Ona, rozczochrane, czerwone włosy, rozdarte spodnie, brudna bluza i do tego wychudzona. On z podbitym okiem, z oderwanym rękawem od bluzy i także miał dziurę w spodniach. Byli zdyszani i widać, że czegoś się bali. Co mogło się stać, nikt nie wie poza nimi.

-Harry...-podbiegłam do niego-co się stało? Kim ona jest i czemu wyglądacie jak by Was coś przejechało?-Zapytałam oglądając jego opuchliznę wokół oka.
-To jest Effy. Nic więcej nie mogę powiedzieć.-Wydusił z siebie.
-Harry! Nie ma nie mogę więcej powiedzieć. Co się STAŁO?!
-No bo. Taki jeden nas napadł i próbował mnie...-wtrąciła Effy.
-Co cię próbował?-Zapytałam z przerażeniem.
-Zgwałcić. Po czym Harry się na niego rzucił, ale skończył tak jak widzisz.

-Ale kim on jest i co od was chciał. Co wy w ogóle robice?
-Nic nie robimy, nie wasza sprawa!-Krzyknął zbulwersowany Styles i odepchnął mnie na ziemie.
-Styles do jasnej cholery! Weź ty się ogarnij. Kogo ty udajesz?! Popisujesz się przed koleżanką? Nie wychodzi ci. Albo się ogarniesz i nam powiesz co się stało albo stąd spieprzaj i zabieraj ją ze sobą.-Wtrącił Zayn. 

Całe to przedstawienie oglądała Lexi. Po cichu popłakiwała. Harry to zauważył i coś w nim tknęło, coś się stało, że się uspokoił.
-Przepraszam. Melanie, wybaczysz mi?-Zapytał ze łzami w oczach.
-Postaram się, a teraz mów co się stało.-Powiedziałam podnosząc się z posadzki.
-Od czego by tu zacząć. Może...-i opowiedział nam całą historię. Jak to możliwe. On, mój mały Harold i narkotyki. Kto by pomyślał. Jeszcze ta Effy. Ona wróciła z odwyku, a Marko, ten ich diler, ją "porwał" i zmusza ją do "sprzątania" ludzi, którzy wiszą mu kasę. To niedorzeczne. Chociaż w sumie teraz będzie im łatwiej skoro my już wiemy to nie będzie problemu ze spłaceniem długu u tego całego Marko, bo nikt nie będzie się pytał gdzie podziało się siedem tysięcy funtów. 
 Godzina 22:00, prawie wszyscy już śpią. Ta cała masa ludzi, która tutaj była, została na noc. Chociaż wątpię żeby ktokolwiek spał tej nocy. Ja aktualnie nie mogę, martwi mnie sytuacja Harry'ego. To wszystko jest takie nie do pojęcia, przeraża mnie fakt, że mój przyjaciel ćpał.
 Ciepła noc, aż dziwne, że w Londynie o tej porze jest ciepło. Usiadłam sobie nad basenem i zanurzyłam nogi w lodowatej wodzie. Po chwili dołączył do mnie Harry. Zajął miejsce koło mnie i także zaczął moczyć nogi. Nie odzywaliśmy się tylko cieszyliśmy się ciszą nocy. Harold objął mnie ramieniem i zaczął głaskać po ręce. Oparłam się na niego, ale nie na długo, bo nagle Harry wstał i pociągnął mnie razem ze sobą. Kazał mi zamknąć oczy. Ujął moją twarz dłońmi i zaczął. Tak zaczął mnie jak gdyby nigdy nic całować. Otworzyłam przerażona oczy i momentalnie, jak by zaczął parzyć, odsunęłam się od niego. Przecież on, on chce to wszystko popsuć. Prawie trzy lata pięknej przyjaźni zniszczyć jednym pocałunkiem.
-Harry...-cicho wydukałam i zaczęłam płakać.
-Co ja zrobiłem. Boże, Melanie przepraszam, ale mnie poniosło. Nie chciałem naprawdę.-Chciał mnie przytulić, ale odruchowo się cofnęłam.
-Nie przepraszaj.-Wbiegłam do domu i zamknęłam się zapłakana w łazience.
_________________________________________________________________________________
Boże, ale mi się ten rozdział nie podoba. Jak dla mnie jest napisany z dupy. Nie wiem jak dla Was. Liczę na opinię w komentarzach, których ciągle jest mało. To jest naprawdę przykre, bo niby przybywa tych wejść i jest Was sporo, ale komentarzy nie ma prawie wcale. Także proszę Was komentujcie, bo to dla nas wiele znaczy i wnioskujemy z nich czy mamy dla kogo pisać.  Alex xx

sobota, 7 kwietnia 2012

~Kochani~

~Imaginy~
Jest taka sprawa. Jak dobrze wiecie chcemy dodawać Imaginy, ale mamy pewien problem. Wolicie żeby Imaginy były dodawane na stronę główną czy może mamy założyć nowego bloga?
Do tego czy chcecie żeby Imaginy były smutne, wesołe, długie, krótkie może 18+?
Na wszystkie propozycje czekamy w komentarzach.
Pedro&Derp
xoxo

poniedziałek, 2 kwietnia 2012

~Freddie~


~Freddie~

~w poprzednim rozdziale~

"W pewnej chwili zapytał się Amandy czy zna jakąś modelką. Ta jak gdyby nic powiadomiła nas, że i owszem, nawet z jedną się przyjaźni. Nie miałem zielonego pojęcia czemu ją o to pyta. Gdy skończyliśmy jeść dziewczyna poszła się umyć, a po tej czynność zostawiła mi swój numer i wyszła. Od razu spytałem Joshue o co mu chodziło. Opowiedział, iż zna ją, to najlepsza przyjaciółka Megan. Był załamany. Bał się, że jeśli Amanda powie jej o tej nocy, Meg nie uwierzy w jego miłość do niej, bo przespał się z inną."

~~~


Wyszedłem od Josh'a i ruszyłem w kierunku centrum. Idąc chodnikiem, po prawej stronie mijałem park, który wyraźnie dawał znać, że wiosna już za pasem. 
Pod niską, płaczącą wierzbą siedziała prześliczna, rudowłosa dziewczyna. Sukienka w kwiatki, w którą był ubrana idealnie podkreślała jej wyśmienitą figurę. Czarne martensy idealnie pasowały do całe ubióru i dodawały wdzięku. Dziwnie się czułem lustrując tak piękną istotę, ale moje piwne oczy wręcz nie mogły się oderwać od jej twarzy.
Nigdy nie wierzyłem w zakochanie od pierwszego wejrzenia i ani śmiałem przypuszczać, że w tym momencie ono nastąpiło, jednakże poczułem mocną chemię do nieznajomej. Jak gdyby nic zmieniłem moje plany i zostawiłem metalową bramkę za sobą. Przysiadłem się do rudowłosej dziewczyny i bez namysłu zagadałem wiedząc, że nigdy nie byłem dobry w flircie.
-Też uwielbiam King'a. Pewnie dziwisz się skąd nieznajomy facet wie, że jesteś jego fanką. Cóż, masz najstarsze wydanie jego dzieła, wymemłane do skrajności, z czego mogę sądzić, że nie pierwszy raz zatapiasz się w tą lekturę. Tak przy okazji, Freddie jestem.-uśmiechnąłem się najszczerzej jak mogłem, pokazując przy tym idealnie proste zęby.
-Gwen.-Ruda odwzajemniła uśmiech, z którym pięknie jej było na twarzy.-Nie sądzisz, iż to trochę dziwne napadać na bezbronną dziewczynę, po czym udowadniać jej dlaczego jest fanką dzieł King'a ? Myślę, że to twój szczęśliwy dzień, bo nie przerażają mnie tacy ludzie jak ty, ale radzę zaprzestać takich praktyk, gdyż różne dziewczyny są i jedna może to potraktować jako napad oraz chęcią ocalenia się, wykastrować cie jednym ruchem nogi.


-Nie bierz mnie za jakiegoś podrywacza. Po prostu twój urok przyciągnął mnie tutaj, miałem zupełnie inne plany, które ty chcąc czy nie chcąc zepsułaś. Myślę, że jesteś mi winna chociaż kawę w Starbucks'ie. Pójdziesz z własnej woli, czy mam zacząć błagać?-w głowie marzyło mi się usłyszeć z jej ust trzy litery potwierdzające moje zaproszenie.


-W tym momencie robisz z siebie zdesperowanego nerda łaknącego randki z przeciętną dziewczyną, a nie wydaje mi się żebyś miał problemy z kobietami. Jesteś dość przystojny.-ostatnim zdanie, poprawiła mi humor.


-Nie jesteś przeciętna. Zmieniając temat widzę, że mam zacząć klęczeć. Muszę cie Gwen uprzedzić i powiadomić, iż jestem uparty jak osioł.-nalegałem.


-Dobrze pójdę, ale nie dzisiaj. Dzisiejszego dnia mam już plany, a czytanie książki to tylko ich początek. Proszę, tutaj masz mój numer. Wybacz, ale muszę już iść. Miło było cie poznać.-wsunęła mi do ręki kartkę i w mgnieniu oka zniknęła.


Uśmiechnąłem się sam do siebie i z entuzjazmem włożyłem kartkę do kieszeni brązowych spodni. Podniecony wieczorną randką udałem się do paru markowych sklepu w celu zakupienia odzieży. Przecież trzeba jakoś wyglądać, aby zrobić dobre wrażenie. Poza tym nie chce jej zrobić obciachu przy ludziach pokazując się w starych, wytartych jeansach. Wstąpiłem także do jakiejś luksusowej perfumerii, której nigdy wcześniej nie widziałem i kupiłem perfumy z nowej kolekcji Hugo Boss'a. 
Z rękami pełnymi papierowych toreb pomachałem na taksówkę, po czym wsiadłem do nadjeżdżającego pojazdu. Podałem miłemu staruszkowi adres, a wiedząc, że czeka mnie przynajmniej godzina jazdy, włożyłem w uszy czarne słuchawki od Ipoda i włączyłem nową płytę Coldplay. 
Siedząc na miękkim siedzeniu pogrążyłem się w marzeniach. Od małego chłopca chciałem być aktorem. Często przesiadywałem na świetlicy w domu dziecka i oglądałem filmy z Bradem Pitt'em szepcząc pod nosem, że kiedyś też taki będę. Moja mała rola w serialu to dopiero początek, kiedyś będę grywać w znakomitych filmach, w reżyserii Spilberga. 
Wracając do czasów dzieciństwa. Zawsze mnie ten okres nurtował. Nigdy spokoju nie dawało mi jedno pytanie-"Czemu właściwie mnie oddali?". Nie byli biedni, w ich domu brak patologii, alkoholu, narkotyków. Dochodziły mnie słuchy nawet, że mam rodzeństwo. Zawsze miałem żal do matki i ojca o to, iż mnie oddali, a wcale nie byłem gorszy. Cóż za posrany pomysł wychowywać dziecko 5 lat po czym jak gdyby nic zostawić je. Przecież wiadome jest to, że wszystko pamiętałem. Kochałem ich, a to uczucie nigdy nie wygaśnie.
W tym momencie do głowy przyszedł mi pewnie pomysł. Któregoś dnia ich odszukam, oboje i zadam to pytanie prosto w twarz. Chce znać odpowiedź i nie odpuszczę. 
Przebrnąwszy korek, dojechaliśmy pod mój apartament. Zapłaciłem dosyć sporą sumę kierowcy i ruszyłem do mieszkania.
Położyłem torby na kanapie i postanowiłem coś zjeść, gdyż brzuch domagał się pożywienia już od co najmniej 2 godzin. Ugotowałem sobie biały ryż z kurczakiem curry i warzywami. Zjadłem posiłek w ciszy i postanowiłem, że czas najwyższy ustalić konkretną godzinę randki. Wyciągnąłem kartkę i spojrzałem na nią. Zawiedziony załamałem ręce.


~~~

Ta dam! I jak, i jak, i jak?! Kurczę jestem bardzo zadowolona z Freddiego i wyszedł całkiem długi. Jak myślicie, co Freddie zobaczył na kartce? Uważacie, że plan Freda dotyczący rodziców powiedzie się i uzyska odpowiedź na to trudne pytanie? 
Wielka prośba, dajcie lajka tu: www.facebook.com/cyckiszlugimelanzdlugi i więcej komentujcie. Chyba pójdziemy z Wami na kompromis. Na początek co najmniej 5 komentarzy, dopiero wtedy wstawiamy nowy rozdział / Pedro.
+ Już jutro imagin z Zaynem!








niedziela, 1 kwietnia 2012

~Przepraszamy~

Z przykrością musimy Was poinformować, że usuwamy bloga, gdyż nikt na niego nie wchodzi i nie mamy po co pisać rozdziałów.
Z poważaniem~Pedro&Derp
Żegnajcie.














































Ps.: Prima Aprillis Kochani ♥

piątek, 30 marca 2012

~Effy~

~Effy~

Obudziłam się w ciemnym, wilgotnym miejscu. Wszędzie unosił się zapach stęchlizny. Przerażenie opanowało moje ciało, a szok nie pozwalał na żaden ruch ucieczki. 
Dotknęłam brudną ręką obolałą twarz. Zatrzymałam się na spuchniętej wardze i zaczęłam ją macać koniuszkami palców.
W głowie szamotały mi się miliony pytań, na które nie znałam ani jednej odpowiedzi. Rozejrzałam się po ciemnym pomieszczeniu. W kącie stał stary, drewniany kredens. Całokształt wystroju wskazywał na to, iż jestem przetrzymywana w czyjejś piwnicy. Zachciało mi się płakać. Dopiero co wyszłam z nałogu, zaczęłam nowe życie. Nie takie piękne, jak poprzednie, ale też nie mogłam narzekać, gdy nagle ktoś ten spokój zaburzył. Po policzku poleciała mi jedna, pojedyńcza łza. Chwilę później znalazła się na zakurzonej, betonowej podłodze. Wzrok przeniosłam na schody, kierując w górę, aż dostrzegłam potężne drzwi. W jednym, krótkim momencie przypomniałam sobie ciąg zdarzeń oraz powód, dla którego tutaj jestem.
Wyszłam na zewnątrz, nie wiem czemu, ale wyszłam. W pewnej, na pozór spokojnej, chwili zauważyłam Marco, który szczerzył zęby do osoby stojącej za mną. Dostałam w głowę i obudziłam się tutaj. 
Przerażała mnie ta sytuacja. Czego on mógł chcieć ode mnie ? Kupowałam od niego tylko amfe, koke i inne używki. Nigdy nie miałam z nim bliższego kontaktu.
Rozmyślenia przerwał głośny huk drzwi oraz postać, która zwinnym krokiem znalazła się przed moim obliczem. Spojrzałam na twarz osoby stojącej. Twarz mężczyzny zasłaniały mu śliczne loczki, więc nie potrafiłam go rozpoznać. Władczo wziął mnie za rękę i zaczął prowadzić schodami na górę, cały czas przy tym uśmiechając się. Zauważyłam, że jego policzki zdobią urocze dołeczki, które zawsze mnie urzekały. Weszliśmy do ładnego salonu, w którym siedział Marco. 
-Moja kochana Elizabeth, co za spotkanie. Myślałaś, że zdołasz mi uciec, nie płacąc zaległej kasy ? Wybacz słońce, ale nie ze mną takie numery. Masz tydzień na wpłacenie mi na konto 1000 funtów, albo rozegramy sprawę inaczej. Myślę, że nie chcesz żeby Max się stało coś złego.-zaczął mówić.
-Skąd wiesz o niej?! Nie masz prawa jej nic zrobić, rozumiesz?! Poza tym skąd ja mam wziąć tyle pieniędzy w 7 dni?! Popieprzyło cie do reszty?!-zaczęłam krzyczeć.
-Spokojnie. Złość urodzie szkodzi, której tobie nie brak. Promyczku masz jeszcze drugi wybór, możesz zacząć dla mnie pracować tak jak Harold. Upominałabyś się od innych niezapłaconych rachunków, które brali na krechę w szale pragnienia spędzenia kolejnej godziny w świecie, w którym nie może wydarzyć się nic złego. Mogę to nazwać zawodowo asystentka Harrego. Pasuje ci, słoneczko?-uśmiechnął się.
-Tak pasuje, a teraz mnie wypuść. Nawet nie wiem gdzie jestem. To chore !-wykrzyczałam.
-Oczywiście. Harry odwieź piękną Effy do domu, żeby się odświeżyła, gdyż pierwszego klienta załatwiacie dzisiaj.-powiedział szybko i wyprosił nas z pokoju.
W milczeniu poszłam za Loczkiem, który zaczął kierować się do wyjścia. Wsiedliśmy do bordowego opla.
-Gdzie mieszkasz?-w końcu się odezwał swoim nieziemskim głosem z nutką chrypki.
- Fuzzle 240 Street. To raczej biedniejsza dzielnica, ale ma swój klimat.-odpowiedziałam.-Czemu to robisz?
-Pracuję dla Marco? No cóż miałem tak samo dług jak i ty, a on tylko poszedł mi na rękę i zaproponował współpracę. Rzadko to robi, więc ciesz się. Inny po upływie 7 dni każe mi sprzątnąć. No wiesz, brudna robota. Z czasem przyzwyczaisz się.-wymamrotał i skupił się na prowadzeniu samochodu.
Dalszą jazdę spędziliśmy w grobowej ciszy, aż do dotarcia pod mój blok. 
-Będę tu z powrotem za godzinę, bądź gotowa.
-A nie chciałbyś wejść ze mną na górę?-nie wiem co mnie podkusiło, ale musiałam o to zapytać.
Harry momentalnie się rozchmurzył, a na jego twarzy pojawiły się cudowne dołeczki. 
-Nigdy tego nie robię, ale ty wydajesz się bardzo sympatyczna, poza tym niezmiernie mnie kręcisz.-odpowiedział.
Chwilę później oboje zniknęliśmy w głębi klatki schodowej.
~~~
No cóż, tekst może nie rozwala na milion kawałeczków, ale jednak jest. Wybaczcie za długą przerwę, ale byłam strasznie zabiegana. Na pewno nie spodziewaliście się takiego ciągu zdarzeń! Mam nadzieję, że jesteście zaskoczeni. Pasuje wam Harold w roli złego chłopca? Myślicie, że dojdzie do zbliżenia między nim, a Effy ? / Pedro xx.
-

czwartek, 29 marca 2012

~Max~

~Max~

 Wstałam z ponurą miną i beznadziejnym humorem. Dzisiaj jest o tyle dobry dzień, że jest rozprawa sądowa w temacie ojca. Koło godziny siedemnastej mamy się spotkać z pełnomocnikiem mamy przed salą sądową. Ciekawe kto wygra dzisiejszego dnia.
 Mama krzyknęła żebym się zbierała, bo niedługo jedziemy do Georga. Wyciągnęłam ręce w powietrze w celu rozciągnięcia się i z wielką niechęcią wstałam z wygodnego łóżka. 
 Za oknem jest dzisiaj dość ładnie, chociaż to dobre. Wyjęłam z szafy brzoskwiniowe rurki, białą bluzkę w granatowe paski i czarne Conversy sięgające mi za kostkę. Z tym i bielizną wyjętą z komody, powędrowałam do łazienki. Po drodze złapała mnie mama i mocno przytuliła. Robi to co raz częściej powtarzając przy tym, że mnie kocha. Ja jako kochająca nade wszystko córka odwzajemniam uczucia i także ją przytulam.
 Po serii czułości udało mi się dostać do łazienki. Szybki i zimny prysznic, to jest to czego mi teraz trzeba. Moje niesforne, miętowe włosy splotłam w niedbałego kłosa i ułożyłam wiecznie roztrzepaną grzywkę. Włożyłam na siebie naszykowane ubrania i wyszłam na przyrządzone przez mamę śniadanie.
 Całą kuchnie przepełniał zapach świeżo usmażonych naleśników, cynamonowej herbaty i malinowych muffinek z kawałkami białej czekolady, wyjętymi prosto z pieca. Usiadłam przy czarnym stole i czekałam na posiłek w milczeniu. 
-Dzisiaj zapowiada się piękny, lecz długi dzień. Jakie masz planyyyy?-Przeciągnęła głośno ziewając.
-Zapewne podobne do twoich. Pojadę z tobą do szpitala, potem do sądu. Po powrocie pewnie uwale się na łóżku i włączę jakiś serial albo po prostu pójdę spać, a przed wyjściem do Georga wybiorę się do Milk Shake City. Właśnie na którą jedziemy do szpitala?-Odpowiedziałam mamie smarując naleśnika sporą ilością nutelli.
-Gdzieś tak na trzynastą. Masz dwie godziny, rób do tego czasu co chcesz, ale masz być punktualnie w szpitalu, bo nie będziemy tam długo, a musimy jeszcze coś załatwić.
-To zaraz po śniadaniu wyjdę, żeby się nie spóźnić.
Resztę czasu spędziłyśmy w grobowej ciszy. To dziwne, że nie rozmawiamy, ale ostatnio nie ma o czym. Ja nic nie robię, mama wzięła urlop, ojca już nie ma, nawet nie chce o nim wspominać ani ona, ani ja, a bez Georga jest pusto w domu.  Mam nadzieję, że niedługo wróci już do nas i będzie tu weselej, może uda nam się nawiązać kontakt z Effy. Tak bardzo za nią tęsknię.
 Zarzuciłam na plecy marynarkę, głowę przyodziałam w czarny kapelusz. Wzięłam brązową torbę, do której wrzuciłam telefon, słuchawki, portfel, kluczyki od domu i samochodu, który stał bezczynnie w garażu i jeszcze kilka najpotrzebniejszych rzeczy, typu prawo jazdy. Na odchodne krzyknęłam do mamy, że wychodzę i widzimy się w szpitalu. Nie czekając na odpowiedź zamknęłam za sobą drzwi i skierowałam się do windy. Zjechałam na parter i wyszłam z budynku zakładając na nos przeciwsłoneczne okulary. Eff i George powiedzieliby, że nie wyglądam dzisiaj jak ja. To prawda, od kilku dni ubieram się w bardziej eleganckie rzeczy, chociaż moją szafę nadal przepełniają za duże bluzki i spodnie z krokiem. Ktoś mógłby stwierdzić, że zaczynam wreszcie dojrzewać. Tą osobą byłby tata, ale jego nie ma. Boże Max wyrzuć z siebie tego człowieka, jego nie ma jest zerem, nikim.
 Milk Shake City to cel mojej trasy. Przekręciłam kluczyk w stacyjce i wyjechałam z podziemnego garażu. Potrzebuję wypić przynajmniej trzy czekoladowe shake. Dawno na nich nie byłam, stęskniłam się za tym wiecznie przepełnionym ciepłą atmosferą miejscem. Jest tam zawsze przyjemni i spotyka się miłych ludzi, którzy obsługują z najpiękniejszym uśmiechem na ustach. To takie piękne, że istnieją tacy ludzie na świecie.
 Za ladą stoi dość przystojny chłopak. Często go tu widuję. Zawsze uśmiechnięty kobieciarz. Każdą próbuje poderwać, ale mu się nie udaje. Jest zbyt nachalny, ale to nie szkodzi, bo oprócz tego jest bardzo przyjacielski i wyluzowany. Uśmiechnęłam się w jego stronę jak najładniej, a on odwzajemnił tym samym, ale jego mina po chwili straciła ten ciepły wyraz. Kogoś za mną zauważył. Odwróciłam się i serce podskoczyło mi do gardła. Zaczęłam się trząść.
-Horan, przestraszyłeś mnie!-Wydarłam się na całe pomieszczenie. Na szczęście nie było tu nikogo oprócz mnie, Nialla, obsługi i dwóch innych członków One Direction.
-Przepraszam, ale męczysz mnie odkąd spotkaliśmy się w TESCO.-Powiedział ukazując swój przepiękny uśmiech. Boże, pomimo, że nie szaleję za nimi tak bardzo, to wszyscy mają zniewalające uśmiechy i całokształtem przypominają pięciu bogów. 
-W jakim sensie cię męczę?-Zapytałam podejrzliwym tonem.
-No bo...Masz fajne włosy i mi się przyglądałaś nie piszcząc na mój widok.
-Nie należę do grupy rozdartych fanek, które rzucają stanikami na scenę i krzyczą wszędzie, że was kochają. Przykro mi, po prostu lubię waszą muzykę i tyle. Coś jeszcze? Muszę złożyć zamówienie.-Powiedziałam odwracając się w stronę lady i ponownie obdarzyłam chłopaka stojącego przy kasie ciepłym uśmiechem. Na to od razu się rozchmurzył i zapytał co podać. Złożyłam zamówienie na trzy czekoladowe shake i dałam wyznaczoną ilość pieniędzy. 
-Jest coś jeszcze. Porywamy cię!-Krzyknął Niall. Podbiegł do niego Zayn z Liamem i zabrali mi moje shake. Horan przerzucił mnie przez ramię i zaczą biec. Zaczęłam krzyczeć i walić w jego plecy, ale bez dalszych skutków, bo w efekcie wylądowałam na tylnym siedzeniu nieznajomego mi samochodu. Na szczęście odzyskałam moje napoje, ale zaraz. Są tylko dwa.
-Ej, wy porywacze. Gdzie jest mój shake?!-Wydarłam się.
-No tak jakby Niall się zmęczył i go wypił.
Spojrzałam na siedzącego obok mnie Liama, a potem na szczerzącego się blondyna. Zayn odpalił samochód i popędził w nieznane. Zaczęłam ciągnąć przez słomkę mrożoną ciecz o smaku czekolady i patrzyłam z niedowierzaniem na Payna. 
-Tak w zasadzie to co ja tu robię? Czemu i gdzie mnie zabieracie? Muszę być o trzynastej w szpitalu! Zostawcie mnie!-Wierciłam się cała w zdenerwowaniu.
-Uspokój się miętowa dziewczyno.-Powiedział spokojnym tonem Zayn.
-Czemu musisz być w szpitalu?-Zapytał z zaciekawieniem i ledwo wyczuwalnym współczuciem w głosie.
-No bo muszę. Nieważne. Nie wasza sprawa. Przepraszam.-Powiedziałam. Po co oni mnie zabierają. Przecież to niedorzeczne żeby młodą dziewczynę porywać z publicznego miejsca w biały dzień. W ogóle porywanie. Nigdy bym się po nich czegoś takiego nie spodziewała. Zaczęłam nerwowo tupać nogami i walić piątkami w ramiona Zayna, bo do nich miałam najbliżej.
-Uspokój się. To ci nic nie pomoże. Jestem nad wyraz spokojny człowiekiem.-Wszyscy zaczęli się śmiać, a ja jak zwykle nie pojęłam ironicznego żartu. Mulat kręcił kółka w okół jakiegoś domu, a w zasadzie wielkiej willi na obrzeżach miasta. Pokręciłam głową i odpięłam pas. Zayn nagle zaparkował na podjeździe i zgasił auto. Wysiadłam wkurzona z samochodu i zaczęłam rozglądać się po okolicy. Tak się składa, że kiedyś tu byłam z Effy. Przyjechałyśmy tu na rowerach nie wiedząc, że te debile, bo inaczej w tej chwili nie mogłam ich nazwać, tu mieszkają. Przyjemnie i cicho. Mogłabym tu zostać, ale po co?
-Obudź się, idziemy do środka.-Pociągnął mnie za sobą Niall.
-Właściwie to po co mnie tu przywieźliście? Z jakiej racji mi, że tak powiem, zaufaliście?  To wszystko jest dość przerażające i bardzo, ale to bardzo dziwne. Kto normalny, a zwłaszcza takie gwiazdy jak członkowie One Direction porywają zwykłą dziwczynę? No nikt normalny, same dziwolągi.
 Przestronny, jasny dom, urządzony w ekskluzywnym stylu. Ładnie tu, można by się przyzwyczaić. Co ja bredzę, boże.
-Przywieźliśmy cię tu, bo ja...- tu przerwał i popatrzył porozumiewawczo na resztę towarzystwa-właściwie my, postanowiliśmy ci zaufać. Dlaczego? Wydajesz się na inną osobę niż wszyscy i zaintrygowały mnie twoje włosy.-Mrugnął do mnie wesoły irlandczyk.
-Kto powiedział, że chcę się z wami zadawać?-Zapytałam z nutką chamstwa w głosie.
-To proste, każdy chcę.-Powiedział Zayn pijąc wodę.
-To było próżne.-Przewróciłam oczami.
-Musiałem znaleźć jakiś argument, nieważne jaki. Może nas nie znasz, ale my, lubimy towarzystwo dziewczyn. Nie myśl sobie, że jesteśmy kolekcjonerami lasek, bo to nieprawda. Po prostu umiemy się dogadać z wami. Ja na przykład poznałem wspaniałą dziewczynę. Ma na imię Cher. Jest świetna. Może nie porwałem jej tak jak my dzisiaj ciebie, ale zaprosiłem ją na herbatę. Wszystko tak ładnie poszło, że oboje sobie zaufaliśmy. Szczerze to nawet dzisiaj u niej spałem, ale do niczego nie doszło. Do czego zmierzam. Niall gdy nam opowiedział o tobie, po spotkaniu w TESCO od razu stwierdziliśmy, że będziesz dobrą przyjaciółką, może jak na razie koleżanką. Wszystko pokaże czas.-Uśmiechnął się do mnie pokazując swoje piękne, proste i zarazem śnieżnobiałe ząbki. Może mogę im zaufać. Wydają się mili. Zastanawiające jest to czy znajomość ich pomogłaby mi się odkuć po ostatnim wydarzeniu. 
-To jak zaufasz nam?-Przerwał moje przemyślenia Liam.
-Postaram się, ale nie obiecuję. Nie należę do osób otwartych na ludzi przynajmniej ostatnio.-Powiedziałam kierując mój wzrok na ścianę. Nie chcę współczucia i użalania się nade mną to bez sensu.
-Coś nie tak?-Zapytał po dłuższym zastanowieniu Malik.
-Może, nie wiem, nieważne. Nie chcę o tym gadać. Mmm, tak odchodząc od tematu ufności i nie. Gdzie jest Louis i...Harry?-Wiedziałam, że czegoś mi brakowało.
-Louisa nie widziałem od rana, a Harry gdzieś jest z naszymi znajomymi. Fajne są, polubisz je. Mam nadzieję.-Powiedział Zayn. 
-Jesteście głodni-Zapytał Niall z miną dziecka, które zaraz się rozpłacze.
-Ja jestem w zasadzie głodna, ale za półgodziny powinnam być w szpitalu, a stąd tam gdzie mam się dostać jest kawałek drogi, więc muszę was opuścić. Może któryś mnie odwieźć, bo zostawiliście mnie bez samochodu.-Zrobiłam maślane oczka.
-Tak, ja cię odwiozę.-Zadeklarował się Liam. Podniósł się z kanapy, na której siedział i porwał kluczyki leżące na stoliku. Pożegnałam się z chłopakami zostawiając im mój numer, co zdaje mi się jest błędem i wyszłam z Paynem z domu. Usiadłam na przednim siedzeniu w samochodzie, którym mnie tu zabrano i zapięłam pasy.
-Ej, nie powiedziałaś jak masz na imię.-Powiedział chłopak przekręcając kluczyk w stacyjce.
-Faktycznie. Przepraszam. Jestem Max.-Uśmiechnęłam się niepewnie w stronę Liama.
-Już lepiej. Więc Max, wiem, że nie chcesz mówić, ale proszę opowiedz mi co nie co, dlaczego nie jesteś ostatnio otwarta na ludzi.-Błagał mnie wzrokiem.
-W zasadzie to jest efekt uboczny ostatnich wydarzeń.-I zaczęłam mu opowiadać. Patrzył na mnie z niedowierzaniem i przez to prawie spowodował wypadek. Dojechaliśmy do szpitala. Wysiadłam, a on za mną. Podszedł do mnie i nie wiem dlaczego, mocno mnie przytulił. Nie opierałam się i odwzajemniłam uścisk. Tego mi było trzeba. Przyjaciela, który mnie wysłucha i zrozumie, przytuli i pocieszy. Jestem pewna, że mogę mu zaufać. Puściłam go i pożegnałam go lekkim, ledwo czułym, buziakiem w policzek. Na odchodne Liam zaproponował mi, że mogę po rozprawie dzisiaj do nich przyjść jeśli moja mama nie będzie miała nic przeciwko. Uśmiechnęłam się i powiedziałam: "Przecież jestem dorosła".
_________________________________________________________________________________
Ale dawno nie pisałam. Strasznie się za tym stęskniłam. Jak Wam się podoba? Co myślicie na temat Max i Liama, Max i Zayna czy Max i Nialla? Ogółem jak podoba Wam się ten rozdział, bo ja jestem z niego szczerze zadowolona. Przepraszam z opóźnienia z rozdziałami, ale nawał pracy i pauza w wenie się skumulowały i powstała w taki sposób Max. Niedługo, jak najszybciej, nowy rozdział! Czekam na opinie w komentarzach i dziękujemy za wzorową frekwencję. Kochamy Was za to, że jesteście z nami. Derp-Alex.♥